Oto zwykły, szary człowiek. Ryszard Siwiec nie wyróżniał się z tłumu. Mieszkał w Przemyślu, gdzie pracował jako księgowy. Odchował pięcioro dzieci. Ludziom z jego otoczenia wydawało się, że nie ma powodów do narzekań. Ale Siwca, w czasie wojny żołnierza Armii Krajowej, coraz bardziej frustrowała bierność Polaków wobec komunistycznych władz. Apogeum rozpaczy nastąpiło, gdy wojska Układu Warszawskiego zaatakowały Czechosłowację. 8 września 1968 roku Siwiec podpalił się na oczach państwowych notabli i tysięcy widzów, bawiących się na dożynkach na Stadionie X-lecia. Zmarł cztery dni później. Maciej Drygas przybliża sylwetkę Siwca bez oceniania go. To nie jest pean na cześć bohatera, tylko rzetelny portret. Składają się nań głosy zarówno jego bliskich, jak i komunistów chcących za wszelką cenę zdyskredytować jego czyn. Udało się, bo o Siwcu więcej dowiedzieliśmy się dopiero dzięki temu filmowi, w którym znalazła się przerażająca siedmiosekundowa scena, gdy mężczyzna płonie.
Artur Zaborski